Boso w pracy

Boso w pracy

Ile osób pracuje w korporacji? A któż to może wiedzieć. Mieszkający w Warszawie (bo nie powiem „Warszawiacy”) znają lub co najmniej słyszeli o tzw. Mordorze na Domaniewskiej. Farma około 100 biurowców, w których według różnych szacunków pracuje od 80 do 100 tyś. osób. Mało? Dużo? Z pewnością dużo. Oczywiście nie jest to jedyne siedlisko korporacji w tym mieście. Jeżeli podejmujesz pracę w dużym ośrodku miejskim, jest bardzo duża szansa, że trafisz właśnie w korporacyjne sidła. 

Korporacja nie oznacza wielkości firmy. Korporacja to stan umysłu. Jest bardzo wiele małych i średnich firm, które chętnie importują korporacyjne wzorce. „Dress code” jest jednym z takich elementów.

Co to jest „dress code”? Jest to zbiór zasad obowiązującego ubioru, który jest dozwolony w pracy. Przykłady? Nie będę ich wypisywał, bo w sieci przykładów jest aż nadto. Jedyna rzecz się powtarza wśród nich: obuwie odkrywające stopy – niedozwolone, a co za tym idzie bose stopy także. Czasami latem kobiety mają lżej, bo mogą założyć coś, co odkrywa piętę, dla mężczyzn żądnych ustępstw. Masakra!

Kto to wymyślił i po co? Kiedyś tęgie korporacyjne głowy usiadły i wymyśliły, że jak każdy będzie ubrany ładnie, pięknie i schludnie, to będzie pracować się lepiej. W garniturze każdy wygląda profesjonalnie, jest lepiej odbierany itp. itd. etc… Czy to działa? W przypadku pracy z tzw. klientem zewnętrznym z pewnością tak. Ale co w przypadku, gdy pracujesz z kimś biurko w biurko na co dzień? Z pewnością nie! Profesjonalizm tak czy inaczej objawi się w pełni, czy to pod płaszczykiem dobrze skrojonego garnituru, czy to pod wymiętym t-shirt’em.

Nie lubię butów niemal tak samo jak fałszywych ludzi. W oficjalnym stroju pracuje mi się źle, bo jego sztywność wciąż daje o sobie znać na każdym kroku. Jeżeli ktoś twierdzi, że strój oficjalny jest wygodny, to prawdopodobnie po prostu nie jest świadomy tego, że można inaczej. Pewna japońska firma zrobiła kiedyś eksperyment. Pozwoliła pracownikom przychodzić do pracy w strojach sportowych. Wyniki? Wydajność pracowników wzrosła a rachunki za energię elektryczną (klima) spadły. Było to jakiś czas temu, dlaczego się nie rozpowszechniło? Można by gdybać…

Zapewne niejeden pracownik biurowy chciałby chodzić w pracy boso. Ale nie może, bo ma nad głową dresscodową milicję, albo się wstydzi. Mi się udało. W biurze nie mam żadnego pisanego czy też niepisanego dresscode’u, więc zastosowałem metodę gotowanej żaby. Wiadomo, że jak się próbuję żabę wrzucić do wrzątku, to od razu wyskoczy, a gdy temperaturę podnosić powoli, to pozwoli się ugotować. Zastosowanie terapii szokowej w biurze nie jest zbyt dobrym pomysłem. Najpierw zacząłem chodzić w klapkach (jak sporo osób – ale bez skarpetek), potem co raz częściej je ściągałem… I tak jak kula śniegowa potoczyło się… Dzisiaj po prostu przychodzę do pracy boso i tyle. To nie gryzie. Jeżeli u Was w biurze nie ma narzuconego dresscodu, to chodzenie boso z pewnością przejdzie, bo niby dlaczego miałoby nie przejść?

Jaki jest dresscode bosej stopy? Naturalnie pasującym ubraniem do bosych stóp jest ubranie sportowe wszelkiego typu dresy, leginsy, shorty, rybaczki, sportowe bluzy itp. Długie krótkie – wszystko jedno – byle sportowe. Potem w kolejności przychodzą t-shirty, lekkie koszule, jeansy, bojówki i innego typu spodnie nieoficjalne. Bose stopy do stroju oficjalnego? Hmm… O ile kobietom jeszcze by to uszło w przypadku niektórych kompozycji, tak facet w garniturze bez butów wygląda po prostu komicznie. Wiem, wiem ja przekraczam granice, więc pewnie oczekujecie, że pójdę po bandzie do końca, ale są pewne twarde granice, których przekraczać się nie powinno.
Wypada także żeby stopy były zadbane, czyli regularnie należy używać pumeksu, pilingu i dbać o paznokcie. Sorry! Coś za coś! Pękające białe pięty będą wyglądać okropnie. Podeszwy są zwykle przybrudzone, więc nie wypada ich ostentacyjnie eksponować światu (ale też chować się pod stołem nie mam zamiaru). Ja mam w biurku szczotkę. Gdy stopy są zbyt brudne (np po spacerze w lesie przed pracą), po prostu z niej korzystam i po problemie.
Przydaje się się też posiadać coś w razie „awarii”. Ja mam w szafie „służbowy” garnitur, więc zawsze jestem przygotowany. W samochodzie w bagażniku wożę lekkie sandałki (kiedyś woziłem trampki), gdybym musiał na szybko gdzieś wyskoczyć do kontrahenta. Na szczęście nie mam ich tak wielu i wizyty mają charakter ściśle roboczo-techniczny, mało oficjalny, więc nie muszę mieć szczególnie przygotowanego stroju. Trampki casual/sport pasują w sam raz.

Zastanawiam się co bym zrobił, gdybym nagle musiał odnaleźć się w korporacji i tamtejszych zasadach dotyczących stroju? Nie wiem. Z pewnością nie porzuciłbym pracy tylko dlatego, że nie mogę chodzić boso, ale gdybym musiał nagle zacząć nosić garnitur lub bardziej oficjalny strój na co dzień, to byłoby bardzo ciężko. W zasadzie przyzwyczaiłem się do chodzenia boso w pracy tak bardzo, że zaczynam wkraczać w etap, że nie wyobrażam sobie, że może być inaczej. Z jednej strony jest to bardzo fajne, ale z drugiej… Ciekawość połączona z pewnym niepokojem. Wiadomo, czasy są dziś niepewne. Czasy, gdy ludzie zatrudniali się w pierwszej pracy i bardzo często była to praca aż do emerytury już dawno minęły.

Wszechmocna i wszechobecna korporacja nie jest taka zła. Wspaniałomyślnie funduje nam przecież „casual friday”! Hura! Jupi! Dbamy o naszych pracowników. Chcielibyśmy aby mieli chwilę wytchnienia od służbowego stroju i mogli przyjść do pracy na luzie. Czym według korporacji jest luz? Japonki sandałki? Nie! Wciąż zakazane. Jak się przejrzy pierwszych kilka linków, które podpowie wyszukiwarka, to włos się jeży na głowie. W zasadzie dozwolony stój „casual” nie różni się zbytnio od stroju oficjalnego. Po co więc to wszystko? Mniej formalna atmosfera polepsza relacje w pracy, rozluźnienie, chwila wytchnienia od formalnych sytuacji itp, etc. itd… Iluzja. Według mnie casual friday byłby dla mnie bardziej stresujący niż jego brak. Namiastka wciąż pozostanie tylko namiastką i nic tego nie zmieni. W związku z tym „casual friday” to zło. Są oczywiście osoby, które będą szczęśliwe, że korporacja daje im to piątkowe szczęście… Dla mnie, jeżeli ktoś mówi  o swobodzie stroju „casual” i zakazuje praktycznie wszystkiego co jest swobodne, to jest po prostu kpina. W świetle tego co nam proponuje korporacja, zdjęcie wiodące dzisiejszego wpisu jest policzkiem w twarz dla korporacyjnego stylu życia.

Wspominałem już, że korporacja to nie rozmiar tylko stan umysłu? Tak. Na „Society for Barefoot Living” ktoś podlinkował artykuł: „How Do I Get My Coworker to Wear Shoes in the Office?„. Zastanawiam się jak bardzo trzeba mieć umysł wyprany przez korporację, żeby donosić na współpracowników w kontekście chodzenia boso? Fascynuje mnie jedna rzecz. Wszyscy zgodnie są przeciwni korporacyjnym praktykom, uciskom itp, ale gdy się odwrócić – znajduje się taki kwiatek. To jest chyba właśnie ostatni poziom absurdu. Nie dość, że naciski idą z góry, to naciski zaczynają przychodzić także z boku. Nie wychylaj się, nie odzywaj się, masz być szary, mały i robić to co inni, musisz być idealnie dopasowanym trybem. Nie ważne ile warte są Twoje umiejętności, ważne żebyś pił taką samą kawę jak my, ubierał się tak samo jak my, oddychał tak samo jak my…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *